Sześć tygodni, czyli cale lata świetlne, temu, leżałam na niewygodnym szpitalnym łóżku niepewna, czy dam radę dojść do toalety. A nie lada to wyczyn, gdy toaleta jest na końcu korytarza. Zmęczona, pełna bólu i szczęścia patrzyłam na 3750g Nowego Obywatela, mojego Żelka, mojego Niedźwiadka. Mojego synka! Urodził się bardzo szybko. Nie bacząc na nic przepychał się przez kanał rodny. Skurcze? Co go skurcze obchodziły? Skurcz, nie skurcz - pchał się na świat. I oto jest! Jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Doskonały. Idealny.