czwartek, 7 grudnia 2017

Roczek Żelka

Dobrze pamiętam, jak rok temu z wielkim brzuchem pętałam się po mieszkaniu. Nie mieliśmy jeszcze zbyt wielu mebli, ani dobrego internetu. Pamiętam, jak zapomniałam o wężu od pralki i zalałam łazienkę. Pamiętam skurcze i to, że Dziewczynka zaczęła się źle czuć - dopadła ją jelitówka. Mnie też dopadła, jakiś czas później na sali porodowej ;) A syn mój śpieszył się na świat tak bardzo, że nie zwracał uwagi na skurcze, nie patrzył na konwenanse i w kilka minut miałam go przy sobie. Małą oślizgłą kulkę pełną życia i radości. Mojego Żelka. Z krzywą głową, parchatym noskiem. Przez kilka dni nie wydawał dźwięków, płakał bezgłośnie wykrzywiając usta w grymasie bólu.
Dziś mija rok. Po tamtej kulce pozostało bystre spojrzenie i serduszko pełne radości życia. Nauczył się tak wiele. Siebie i nas.

To nie był łatwy rok. Za nami wiele łez - smutku i radości. Myślę, że przed nami jest ich znacznie więcej ;) I oby tych łez ze szczęścia było więcej :) Idź, syny, zdobywaj świat :*