wtorek, 18 kwietnia 2017

To był ciężki dzień.
Taki zwyczajny. Niechęć do ubierania. Kłótnie przy śniadaniu. Chłopiec przedrzeźnia Dziewczynkę. Dziewczynka próbuje ugryźć Chłopca. Żelek kopie karuzele z motylkami. 

Bałagan. Sprzątam. Odkurzam. Układam. Zmywam. Piorę. Prasuję. Wszędzie jest bałagan. Książki leżą wszędzie. Pod kanapą znajduję zawieruszoną kredkę. Pluszowy miś leżakuje na parapecie.

Jedzenie. Wiecznie głodni i wiecznie nie chcą jeść. Nie to! Nie ten kolor! Nie ten kubek! Nie takie! Chcę, chcę, chcę! Najlepiej żelki na śniadanie, lody na obiad i gumy do żucia na kolację. Gotuję, dogadzam, a oni najchętniej chrupki kukurydziane i groszek z puszki.

Proszę. Dużo proszę. Usiądź prosto. Nie jedz kredek. Wyjmij paluszki z buzi. Nie bij siostry. Jedz. Nie krzycz. Nie rzucaj piłką w telewizor. Może pobawicie się w swoim pokoju? Może pobawimy się w króla ciszy? Choć przez minutę... Przez pół...

Czasem wieczorami płaczę.
Ze zmęczenia.
Z bezsilności.
Ze smutku.
Ze szczęścia.

2 komentarze:

  1. Jak ja Cię rozumiem! :)To co napisałaś, jest takie prawdziwe <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mamy jeszcze dzieci, ale chorującą teściową. Wieczny chaos i brak czasu są mi jednak znane. Znane i bliskie jest też płakanie z bezradności i zmęczenia. Czemu ta doba ma tylko 24h, przecież do spania potrzeba 10 :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz kilka słów od siebie :)